Z huty do szkoły

Ostatnia wycieczka naszego koła rozpoczęła się w Złatnej Hucie. Pierwszym etapem był łyk historii, czyli odwiedziny miejsca, gdzie w XIX stał piec do wytopu szkła. Następnie nasza grupa ruszyła dziarsko czarnym szlakiem ku Rysiance, by odbyć tam drugą lekcję, tym razem geografii. Z hali mogliśmy bowiem podziwiać Tatry, Wielki Chocz i Małą Fatrę. Musimy tu wrócić jesienią, gdy powietrze stanie się bardziej przejrzyste, a panorama jeszcze bardziej imponująca!
W schronisku skusiliśmy się na pierogi (we wszystkich możliwych wariantach), co było wskazane, biorąc pod uwagę fakt, iż czekały nas ponad trzy godziny marszu, by dotrzeć do kolejnego schroniska.
Po 40 minutach wędrówki w kierunku Pilska dotarliśmy do Trzech Kopców, gdzie opuściliśmy Główny Szlak Beskidzki, by zejść na niebiesko znakowaną ścieżkę, która przez Bory Orawskie i Hrubą Buczinę dociera do bacówki na Krawcowym Wierchu. Szkoda, że władze PTTK zdecydowały się kilka lat temu zlikwidować biegnącą tędy (wraz ze szlakiem niebieskim) żółtą ścieżkę. Zapewne część turystów, nie widząc odpowiedniej tabliczki nie dotrze nigdy do bacówki.
Na Krawculi czekał na nas nasz dobry znajomy i nowy zaŻARty – Jarek. W Bacówce rozpoczęła się też trzecia tego dnia lekcja – biologia. Jaro jest bowiem chodząca skarbnicą wiedzy na tematy botaniczne.
Czas na szlaku niestety szybko mija, dlatego tez po krótkiej przerwie w bacówce ruszyliśmy za niebieskimi znakami ku dolinom. I tak to w finale, po trzech pouczających lekcjach (i 20 kilometrach marszu) zaŻARci dotarli do szkoły.. Złatnej Szkoły.